Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finlandia/Finland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finlandia/Finland. Pokaż wszystkie posty

23 grudnia 2013

Żytni chleb, sauna i renifery/Rye bread, sauna and reindeers



W Finlandii znalazłam się nie przez przypadek. Zawsze marzyłam o podróży do Skandynawii i przez wiele lat, razem z moją przyjaciółką, Asią, próbowałyśmy się tam dostać. Raz zapisałyśmy się na norweską stronę agencji pracy, nie rozumiejąc ani słowa po norwesku. Kilka razy zgłaszali się do nas różni ludzie. Raz był to pewien biznesman, który, jak się później okazało, chciał  rozreklamować jakiś amerykański produkt w Polsce. My miałyśmy być jego przedstawicielkami handlowymi. To wiązało się ze wstępną opłatą, no i ciągle nie osiągnęłybyśmy swojego celu. Ogólnie, podejrzana historia. Innym razem rozmawiałyśmy z facetem, który poszukiwał kobiet do sprzątania domków letniskowych. To też wydało nam się lekko podejrzane, a do tego chodziło jedynie o okres wakacji. Propozycja została odrzucona. Chcąc spędzić w Skandynawii więcej czasu i to w taki sposób, aby poznać ludzi i kulturę, zapisałyśmy się jako potencjalne au-pair. Niestety, zostałyśmy jedynie zasypane propozycjami z Wielkiej Brytanii, co wcale nas nie interesowało. W między czasie zaczęłam się uczyć norweskiego i czytać wszystko, co dotyczyło Północy. Skandynawia mnie pochłonęła, chciałam tam być!

Przez kilka lat jednak nic się nie działo. Po porażce z au-pair dałyśmy sobie spokój z szukaniem za wszelką cenę sposobu na podróż do Skandynawii. W 2008 r. obie wzięłyśmy udział w programie Erasmus, Asia pojechała do Belgii, ja znalazłam się nagle w Paryżu. Po tych kilku miesiącach spędzonych tak beztrosko nie mogłam się odnaleźć w Polsce. Skończyłam studia, obroniłam pracę magisterską i trzeba było coś postanowić. Bezskutecznie szukałam pracy, każda wizyta w pośredniaku pogłębiała moje uczucie wyizolowania. Jedynymi wesołymi momentami były spotkania ze znajomymi, z którymi byłam na Erasmusie. Oni rozumieli. Zaczęłam szukać innych programów europejskich, aby znów gdzieś się wyrwać. Z jednej strony marzyłam o Skandynawii, z drugiej o przedłużeniu pobytu w Paryżu, który przywoływał mnie wspomnieniami. Przez dłuższy czas jednak nic nie znalazłam. I nagle! Odezwała się do mnie koleżanka z dzieciństwa, której nie widziałam z dziesięć lat. Potrzebowała pomocy przy wypełnianiu dokumentów na Erasmusa, którego miała odbyć we Francji. Do tej pory pamiętam naszą rozmowę i moment, kiedy powiedziała mi o EVS (Wolontariat Europejski). Po powrocie do domu, z wypiekami na twarzy, zaczęłam szukać wszystkiego na temat tego programu. Weronika poleciła mi nawet organizację, do której mogłam się zgłosić po pomoc. I tak to się zaczęło. Następne dwa tygodnie spędziłam na wyszukiwaniu organizacji, które mogłyby mnie przyjąć, kompletowaniu dokumentów, pisaniu cv i prezentacji. Wysłałam wiele zapytań do wielu organizacji z kilku krajów europejskich, a pierwszy pozytywny mail dostałam właśnie z Finlandii, właśnie z Lahti! 
 
Po wielu miesiącach oczekiwania, wymiany maili i dokumentów, po pożegnaniu z przyjaciółmi i rodziną, na początku września 2009 r. znalazłam się wreszcie na upragnionej fińskiej ziemi. Nigdy nie zapomnę mojej podróży z lotniska Vantaa do Lahti (ok. 100 km na północ od Helsinek). Autobus mkną między lasami i polami. Gdzieniegdzie pojawiały się czerwone, drewniane domki… Kolory Finlandii o tej porze roku to zielony i niebieski: zieleń to lasy, błękit to jeziora i niebo. 

Przez kilka następnych miesięcy poznawałam fińską kulturę, jadłam płaski, żytni chleb i owsiankę na śniadanie, popijając hektolitrami kawy z mlekiem, jak to robią Finowie, co tydzień chodziłam do sauny całkiem nago, bo inaczej nie wypadało, próbowałam się porozumieć w tym trudnym języku z najbardziej zamkniętymi ludźmi, jakich spotkałam, poznałam wiele osób, które do tej pory są moimi przyjaciółmi, a nawet mojego obecnego męża ;) Brnęłam przez śnieg z uśmiechem na ustach, ponieważ czułam, że moje marzenie wreszcie się spełniło. Po raz pierwszy wędkowałam i jeździłam na nartach. Nauczyłam się, jak przyrządza się Karjalanpiirakka, tippaleipä, pannakakku, dowiedziałam się, co to jest juustoleipä i jak smakuje mięso renifera. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się tam wrócić. A na razie mówię Wam „Hyvää matkaa!” („Miłej podróży!”), zostawiając Was z kilkoma migawkami z Laponii oraz przepisem na pyszne, słodkie bułeczki.





W okresie naszego Tłustego Czwartku Finowie przygotowują tradycyjne słodkie bułeczki, pachnące kardamonem (ta przyprawa jest bardzo często używana w skandynawskim cukiernictwie). Tradycyjnie przekłada się je bitą śmietaną i dżemem, np. z przepysznych malin nordyckich.




Pulla
(przepis pochodzi z „Simply Scandinavian: Travelling through time with Finnish cuisine and nature” Tero Kallio, Kimmo Saira)

Składniki

Ciasto
250 ml lekko ciepłego mleka
25 g świeżych drożdży
100 g cukru
jajko
łyżeczka mielonego kardamonu (lub mniej do smaku)
¼ łyżeczki soli
70-80 dkg mąki
75 g rozpuszczonego i schłodzonego masła

Ponadto
roztrzepane jajko
cukier, gruba rafinada

Drożdże rozpuścić w lekko ciepłym mleku. Dodać roztrzepane jajko, cukier, sól i kardamon. Wsypać część mąki i dokładnie wymieszać, wprowadzając powietrze do ciasta. Następnie stopniowo dodawać resztę mąki. Dodać masło i dokładnie wymieszać. W razie potrzeby dodać więcej mąki. Gnieść ciasto przez ok. 5 min., a następnie zostawić do wyrośnięcia i podwojenia objetości na 30-45 min. Przykryć ściereczką. Piekarnik rozgrzać do 220oC.

Wyrośnięte ciasto wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę. Powyrabiać przez 2 minuty, aby je wygazować, a następnie formować niewielkie bułeczki. Gotowe bułeczki układać na wyłożonej papierem blasze. Posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać grubą rafinadą. Piec przez ok. 10-15 min. lub do momentu aż bułeczki nabiorą złocistego koloru.

Podawać z bitą śmietaną i ulubionym dżemem lub innym słodkim smarowidłem. Smacznego!




22 grudnia 2013

Pohjolan herkut (przysmaki z Północy)/Pohjolan herkut or Northern delights


Chcę Was zabrać w miejsce, które ciągle oddycha, do jednego z niewielu zakątków Europy z połaciami zieleni nietkniętej ludzką ręką. Do kraju sauny i Świętego Mikołaja, do Kraju Tysiąca Jezior. Spakujcie ciepłe ubrania, jedziemy do Finlandii. 

W Finlandii spędziłam prawie rok, zachwycając się jej naturą, dzikim pięknem i najwspanialszą zimą, jaką widziałam. Ten kraj, ze swoją powagą i spokojem, skłania do refleksji, spojrzenia w siebie. Nigdy nie słyszałam zupełnej ciszy, dopóki nie wybrałam się do fińskiego lasu. 

Podczas tych kilku miesięcy miałam także okazję poznać fińską kuchnię bazującą głównie na ziemniakach, mięsie oraz produktach mącznych i mlecznych. Mając dostęp do morza i wielu jezior, Finowie mogą się również pochwalić wieloma świetnymi potrawami rybnymi. Na jesieni większość Finów wyrusza w nieskończone lasy pełne grzybów i jagód. Woda w jeziorach jest nieskazitelnie czysta, można ją pić prosto z nich. 

Kilka zdjęć fińskiej zimy dla tych, którym brakuje śniegu:




Jednym z pierwszych fińskich przysmaków, których miałam okazję spróbować w Finlandii był Karjalanpiirakka, czyli pieróg karelski. Jak sama nazwa wskazuje, potrawa pochodzi ze wschodniego regionu kraju na pograniczu fińsko-rosyjskim – Karelii. Jest to rodzaj pieczonego pieroga o określonym kształcie na cieście z mąki żytniej (najczęściej używanej w Finlandii) z ryżowym nadzieniem, zwykle podawany z maślano-jajecznym smarowidłem. Pycha!
Pewnego dnia postanowiłam odtworzyć ten smak w mojej kuchni i oto, do czego doszłam:




Karjalanpiirakka
(efekt moich poszukiwań na różnych stronach internetowych)

Składniki (na około 10-12 pierogów, w zależności od wielkości)

Ciasto
szkl. mąki żytniej
¼ szkl. mąki pszennej (można użyć jedynie mąki żytniej, należy wtedy zwiększyć jej ilość)
½ szkl. chłodnej wody (lub tyle, aby uformować elastyczne ciasto)
łyżeczka soli

Nadzienie
szkl. ryżu
ok. 2 szkl. wody
ok. 2 szkl. mleka
sól
(w razie potrzeby należy modyfikować ilość wody i mleka)

Maślano-jajeczne smarowidło
50 g miękkiego masła
jajko ugotowane na twardo
sól, pieprz (najlepiej biały) do smaku

Ponadto
żółtko do smarowania

Piekarnik nagrzać do 190oC. Przygotować nadzienie. Do średniego garnka wsypać ryż, zalać wodą i gotować ok. 20 min. do miękkości. Posolić. Następnie wlać mleko i gotować na małym ogniu, często mieszając, aż ryż wchłonie całe mleko.

W misce wymieszać mąki, sól i wodę i wyrabiać aż do powstania elastycznego, gładkiego ciasta. Ciasto wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę, podzielić na kilka równych części (u mnie wyszło 12 pierogów). Każdą porcję ciasta rozwałkować na ok. 15-20 cm, owalny placek. Na środek każdego placka wykładać ok. 3-4 łyżek ryżowego nadzienia i następnie zawijać boki placka na nadzienie, tworząc falbankę (patrz zdjęcia). Wykładać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i smarować roztrzepanym żółtkiem. Piec ok. 10-15 min. lub do momentu aż pierogi nabiorą złocistego koloru.

W miseczce rozsmarować masło na puszystą masę, wymieszać z pokrojonym jajkiem. Dodać sól i pieprz. 

Przestudzić pierogi. Każdy pieróg smarować masą jajeczną. Zjadać, póki gorące ;) Smacznego! Hyvää ruokahalua!