Już po wakacjach! Wracam po bardzo długiej przerwie z głową pełną pomysłów. Zanim jednak zacznę na nowo "żyć w realu", chciałabym wciąż zachować te letnie wspomnienia, przedłużyć trochę przyjemność obcowania z ukochanymi ludźmi i bajkowymi miejscami. Dlatego dzisiaj proponuję Wam małą wycieczkę po francuskiej Dolinie Rodanu - od Valence aż po Avignon. Dzielę się dziś z Wami moimi wspomnieniami, tym, co widziałam i co czułam. Mam nadzieję, że się przyłączycie! Zapraszam! :)
And holidays are over! I'm back after a very long break with a head full of ideas. But before I begin "living in the real world" again, I would still keep those summer memories, extend a little pleasure of communing with loved people and fairy places. Therefore, today I suggest a little tour of the French Rhone Valley - from Valence to Avignon. Today I share with you my memories, what I saw and what I felt. I hope you'll join me! Here we go! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże/travels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże/travels. Pokaż wszystkie posty
29 sierpnia 2014
30 grudnia 2013
Nad modrym Dunajem, czyli papryka i placki po węgiersku/Over the blue Danube or paprika and Hungarian cakes
Cofam się w czasie do
zeszłego roku, kiedy to znów miałam przyjemność podziwiać jedno z
najpiękniejszych miast, Budapeszt. To środkowo-europejskie miasto ma unikalny
klimat, z jednej strony odnajduję w nim wiele wspólnego z naszym słowiańskim,
wschodnim światem (w końcu Polak, Węgier itd.), z drugiej jednak strony nie
brak mu tej egzotycznej nuty (może chodzi o język, może o ilość przypraw
używanych w tamtejszej kuchni), która je wyróżnia. Zapraszam na wycieczkę po
Budapeszcie, w którym w powietrzu czuć wędzoną paprykę, tokaj i salami.
A jak Węgry, to i gulasz,
a jak gulasz, to placki po węgiersku. Może nie każdy podąży za moją logiką. Dla
mnie jest to jasne jak słońce :) Te smaki są dla mnie gwarantem udanego posiłku i łączą w sobie różne
tradycje kulinarne. A więc do dzieła!
Uwaga: Podaję przepis na placki ziemniaczane + gulasz. Są to moje własne
przepisy, nie klasyczny przepis na gulasz lub placek po węgiersku. Składniki i
formy dania mogą być więc nieco inne niż klasyczne.
Placki po węgiersku
Placki ziemniaczane
Składniki (na ok. 7-8
większych placków)
1 kg ziemniaków
1 średnia cebula
2-3 łyżki mąki
1 jajko
sól, pieprz
olej do smażenia
Przygotowanie
Ziemniaki i cebulę obrać
i zetrzeć na tarce (ja zwykle ścieram połowę na tarce o grubych oczkach i połowę
na tarce o małych oczkach). Dokładnie odsączyć masę ziemniaczano-cebulową z
wody. Dodać jajko, mąkę, sól i pieprz. Możesz potrzebować więcej mąki, aby
uzyskać odpowiednią, zwartą konsystencję.
Do grubej, dużej patelni
wlać olej na ok. 4-5 cm wysokości, tak aby placki się nie przypalały. Na rozgrzany
olej kłaść po 3 łyżki masy ziemniaczanej, lekko ja rozpłaszczając, formując
placki. Smażyć po 3-4 placki naraz. Po
kilku minutach sprawdzić, czy placki się przyrumieniły i przewrócić na drugą
stronę do zezłocenia.
Gotowe placki wykładać na talerz z ręcznikiem papierowym,
który będzie absorbował nadmiar tłuszczu. Kontynuować aż do wykorzystania całej
masy.
Gulasz
Składniki
250 g mięsa wieprzowego (np.
szynki, karkówki, łopatki)
250 g mięsa wołowego
1 papryka czerwona
1 średnia cebula
1 puszka krojonych pomidorów
ok. 1 l bulionu wołowego
1 łyżeczka papryki
wędzonej
½ łyżeczki papryki ostrej
odrobina oleju lub oliwy
z oliwek
sól, pieprz
Przygotowanie
Jeśli chcemy użyć
własnego bulionu wołowego, należy wcześniej go przygotować. Możemy użyć np.
ogon lub szponder wołowy. Umyć mięso, włożyć do garnka z ok. 2 l wody. Zagotować
i odszumować (usunąć pianę z powierzchni wody). Możemy też przecedzić wodę do
innego garnka, usuwając w ten sposób pianę. Dodać obraną marchewkę, pietruszkę,
małą, obraną cebulkę, kawałek pora i obranego selera, 2 listki laurowe i 3
ziela angielskie. Gotować na minimalnym ogniu przez 2-2,5 h. Po tym czasie
bulion odcedzić.
Mięso na gulasz wyjąć z
lodówki, przemyć pod zimną wodą i pokroić w średnia kostkę. Cebulę i paprykę
pokroić w kostkę. W garnku z grubym dnem rozgrzać olej lub oliwę, wrzucić
cebulę i smażyć do zeszklenia (ok. 2 min.). Następnie wrzucić mięso i
przyrumienić. Dodać paprykę i smażyć przez 5 min. Dodać pomidory z puszki,
przyprawy i bulion. Gotować na małym ogniu przez 40 min. Sprawdzić, czy mięso
jest miękkie. Ewentualnie dosolić do smaku.
Placki polewać gorącym
gulaszem i jak najszybciej podawać! Smacznego! :)
26 grudnia 2013
Kraków i sałatka jarzynowa/Cracow and vegetable salad
Kraków. Mój drugi dom.
Spędziłam w nim ponad 3 lata i jestem kompletnie zakochana w tym mieście.
Postanowiłam jednak je opuścić. Z różnych powodów. Czasem jednak dopada mnie
tęsknota, tak jak dziś… Stąd ten hołd dla miasta, w którym została cząstka mnie… Dzisiejszy wpis
dedykuję wszystkim wspaniałym ludziom, których poznałam w Krakowie i których z
wielkim smutkiem musiałam opuścić. Kochani, pamiętam o Was!
A że Święta jeszcze się
nie skończyły, proponuję naszą rodzinną wersję świątecznego klasyka – sałatki
jarzynowej. To niezaprzeczalnie smak domu. Kiedy więc jest mi źle i tęsknię za
tymi, których nie mogę widzieć na co dzień, kupuję warzywa i robię sałatkę
jarzynową. Tak po prostu.
Sałatka jarzynowa
Składniki (na sporą miskę)
6 ziemniaków
5 marchewek
1 pietruszka
3 jajka
4 średnie ogórki kiszone
1 średnia cebula
1 puszka groszku
konserwowego
majonez
śmietana
musztarda
sól, pieprz do smaku
Przygotowanie
Ziemniaki, marchewkę i
pietruszkę ugotować razem do miękkości. Około 7-10 min. przed końcem gotowania
dodać jajka. Przestudzić. Warzywa oraz jajka obrać i pokroić w średnią
kosteczkę. Wrzucić do dużej miski. Pokroić ogórki i cebulę w średnią kostkę i
dodać do warzyw i jajek. Następnie dodać groszek, 5-6 łyżek majonezu (lub do
smaku), 3-4 łyżki musztardy (lub do smaku; ja lubię, gdy sałatka jest
ostrzejsza, więc dodaję sporo musztardy), sól, pieprz do smaku. Dokładnie
wymieszać, przykryć i wstawić do lodówki.
Sałatka jest najlepsza na
drugi dzień, kiedy wszystkie smaki się „przegryzą”. Śmietanę należy dodawać w
ostatniej chwili, przed degustacją, do każdej porcji.
Smacznego!
23 grudnia 2013
Żytni chleb, sauna i renifery/Rye bread, sauna and reindeers
W Finlandii znalazłam się
nie przez przypadek. Zawsze marzyłam o podróży do Skandynawii i przez wiele
lat, razem z moją przyjaciółką, Asią, próbowałyśmy się tam dostać. Raz
zapisałyśmy się na norweską stronę agencji pracy, nie rozumiejąc ani słowa po
norwesku. Kilka razy zgłaszali się do nas różni ludzie. Raz był to pewien
biznesman, który, jak się później okazało, chciał rozreklamować jakiś amerykański produkt w
Polsce. My miałyśmy być jego przedstawicielkami handlowymi. To wiązało się ze
wstępną opłatą, no i ciągle nie osiągnęłybyśmy swojego celu. Ogólnie,
podejrzana historia. Innym razem rozmawiałyśmy z facetem, który poszukiwał
kobiet do sprzątania domków letniskowych. To też wydało nam się lekko
podejrzane, a do tego chodziło jedynie o okres wakacji. Propozycja została
odrzucona. Chcąc spędzić w Skandynawii więcej czasu i to w taki sposób, aby
poznać ludzi i kulturę, zapisałyśmy się jako potencjalne au-pair. Niestety,
zostałyśmy jedynie zasypane propozycjami z Wielkiej Brytanii, co wcale nas nie
interesowało. W między czasie zaczęłam się uczyć norweskiego i czytać wszystko,
co dotyczyło Północy. Skandynawia mnie pochłonęła, chciałam tam być!
Przez kilka lat jednak
nic się nie działo. Po porażce z au-pair dałyśmy sobie spokój z szukaniem za
wszelką cenę sposobu na podróż do Skandynawii. W 2008 r. obie wzięłyśmy udział
w programie Erasmus, Asia pojechała do Belgii, ja znalazłam się nagle w Paryżu.
Po tych kilku miesiącach spędzonych tak beztrosko nie mogłam się odnaleźć w
Polsce. Skończyłam studia, obroniłam pracę magisterską i trzeba było coś
postanowić. Bezskutecznie szukałam pracy, każda wizyta w pośredniaku pogłębiała
moje uczucie wyizolowania. Jedynymi wesołymi momentami były spotkania ze
znajomymi, z którymi byłam na Erasmusie. Oni rozumieli. Zaczęłam szukać innych
programów europejskich, aby znów gdzieś się wyrwać. Z jednej strony marzyłam o
Skandynawii, z drugiej o przedłużeniu pobytu w Paryżu, który przywoływał mnie
wspomnieniami. Przez dłuższy czas jednak nic nie znalazłam. I nagle! Odezwała
się do mnie koleżanka z dzieciństwa, której nie widziałam z dziesięć lat.
Potrzebowała pomocy przy wypełnianiu dokumentów na Erasmusa, którego miała
odbyć we Francji. Do tej pory pamiętam naszą rozmowę i moment, kiedy
powiedziała mi o EVS (Wolontariat Europejski). Po powrocie do domu, z wypiekami
na twarzy, zaczęłam szukać wszystkiego na temat tego programu. Weronika
poleciła mi nawet organizację, do której mogłam się zgłosić po pomoc. I tak to
się zaczęło. Następne dwa tygodnie spędziłam na wyszukiwaniu organizacji, które
mogłyby mnie przyjąć, kompletowaniu dokumentów, pisaniu cv i prezentacji.
Wysłałam wiele zapytań do wielu organizacji z kilku krajów europejskich, a
pierwszy pozytywny mail dostałam właśnie z Finlandii, właśnie z Lahti!
Po wielu miesiącach
oczekiwania, wymiany maili i dokumentów, po pożegnaniu z przyjaciółmi i
rodziną, na początku września 2009 r. znalazłam się wreszcie na upragnionej
fińskiej ziemi. Nigdy nie zapomnę mojej podróży z lotniska Vantaa do Lahti (ok.
100 km na północ od Helsinek). Autobus mkną między lasami i polami.
Gdzieniegdzie pojawiały się czerwone, drewniane domki… Kolory Finlandii o tej
porze roku to zielony i niebieski: zieleń to lasy, błękit to jeziora i niebo.
Przez kilka następnych
miesięcy poznawałam fińską kulturę, jadłam płaski, żytni chleb i owsiankę na
śniadanie, popijając hektolitrami kawy z mlekiem, jak to robią Finowie, co
tydzień chodziłam do sauny całkiem nago, bo inaczej nie wypadało, próbowałam się
porozumieć w tym trudnym języku z najbardziej zamkniętymi ludźmi, jakich
spotkałam, poznałam wiele osób, które do tej pory są moimi przyjaciółmi, a
nawet mojego obecnego męża ;) Brnęłam przez śnieg z uśmiechem na ustach,
ponieważ czułam, że moje marzenie wreszcie się spełniło. Po raz pierwszy
wędkowałam i jeździłam na nartach. Nauczyłam się, jak przyrządza się
Karjalanpiirakka, tippaleipä, pannakakku, dowiedziałam się, co to jest juustoleipä
i jak smakuje mięso renifera. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się tam wrócić. A na razie mówię Wam „Hyvää matkaa!” („Miłej podróży!”), zostawiając Was z kilkoma migawkami z
Laponii oraz przepisem na pyszne, słodkie bułeczki.
W
okresie naszego Tłustego Czwartku Finowie przygotowują tradycyjne słodkie
bułeczki, pachnące kardamonem (ta przyprawa jest bardzo często używana w
skandynawskim cukiernictwie). Tradycyjnie przekłada się je bitą śmietaną i
dżemem, np. z przepysznych malin nordyckich.
Pulla
(przepis pochodzi z
„Simply Scandinavian: Travelling through time with Finnish cuisine and nature” Tero
Kallio, Kimmo Saira)
Składniki
Ciasto
250 ml
lekko ciepłego mleka
25 g świeżych drożdży
100 g cukru
jajko
łyżeczka mielonego kardamonu (lub mniej do smaku)
¼ łyżeczki soli
70-80 dkg mąki
75 g rozpuszczonego i schłodzonego masła
Ponadto
roztrzepane jajko
cukier, gruba rafinada
Drożdże rozpuścić w lekko ciepłym mleku. Dodać roztrzepane jajko, cukier,
sól i kardamon. Wsypać część mąki i dokładnie wymieszać, wprowadzając powietrze
do ciasta. Następnie stopniowo dodawać resztę mąki. Dodać masło i dokładnie wymieszać.
W razie potrzeby dodać więcej mąki. Gnieść ciasto przez ok. 5 min., a następnie
zostawić do wyrośnięcia i podwojenia objetości na 30-45 min. Przykryć
ściereczką. Piekarnik rozgrzać do 220oC.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę. Powyrabiać przez 2
minuty, aby je wygazować, a następnie formować niewielkie bułeczki. Gotowe
bułeczki układać na wyłożonej papierem blasze. Posmarować roztrzepanym jajkiem
i posypać grubą rafinadą. Piec przez ok. 10-15 min. lub do momentu aż bułeczki
nabiorą złocistego koloru.
Podawać z bitą
śmietaną i ulubionym dżemem lub innym słodkim smarowidłem. Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































